W Warszawie lokal nie konkuruje z całym miastem, tylko z tym, co ma za rogiem, a za rogiem zwykle jest sporo. W Śródmieściu i na Woli kuchnia pracuje w rytmie biura: lunch, który trzeba wydać w kilkanaście minut, i kolacje w środku tygodnia. Na Mokotowie czy Żoliborzu gość jest bardziej sąsiedzki, wraca, ale ma porównanie z kilkoma miejscami w okolicy. W weekendy ruch rozkłada się inaczej i lokal, który w tygodniu żyje z biura, potrzebuje innego powodu, żeby ktoś do niego przyszedł.
Dla kuchni oznacza to przede wszystkim presję kosztów i tempa. Czynsze w dobrych lokalizacjach nie wybaczają karty, na której część dań nie zarabia, a lunch biurowy musi być szybki, powtarzalny i policzony co do grama. Gość zna też restauracje wyróżnione przez MICHELIN we własnym mieście, więc kolację ocenia surowo. Zaczynam zdalnie od liczb: sprzedaż, food cost, receptury. Do lokalu przyjeżdżam wtedy, gdy wiem już, czego szukać w kuchni podczas serwisu.
ŚródmieścieWolaOchotaŻoliborzMokotówUrsynówBielanyPraga-PółnocPraga-PołudnieWilanów