Częstochowa karmi dwa miasta naraz. Jedno to pielgrzymi i wycieczki: autokary pod Jasną Górą, grupy z ustalonym planem dnia, a w sierpniu ludzie, którzy dotarli tu w pieszych pielgrzymkach. Ten ruch ma swój sezon i najmocniej czuć go w cieplejszych miesiącach, przy Alejach i w okolicach sanktuarium. Drugie miasto to mieszkańcy Tysiąclecia, Parkitki, Rakowa czy Północy, którzy jedzą przez cały rok, chodzą na obiady w tygodniu i zamawiają do domu. Każde z tych miast chce od kuchni czego innego.
Grupa potrzebuje obiadu wydanego punktualnie, dla wszystkich naraz, w cenie ustalonej wcześniej z organizatorem. To wymaga stałego menu grupowego, przygotowanego z wyprzedzeniem i policzonego co do grama, bo przy takiej skali drobna różnica w porcji robi dużą różnicę w wyniku. Mieszkaniec chce natomiast karty, która żyje, i porządnego lunchu. Zaczynam od rozdzielenia tych dwóch zamówień w kuchni: osobna produkcja, osobne kalkulacje i wspólne półprodukty tam, gdzie to ma sens.
Śródmieście i Alejeokolice Jasnej GóryTysiącleciePółnocParkitkaRakówWrzosowiakStradomZawodzieKiedrzyn