Nowy Sącz przez większość roku gotuje dla swoich. Lokal na Gorzkowie, na Millenium czy w Gołąbkowicach ma stałych gości z okolicy, którzy przychodzą na obiad, na rodzinną kolację albo zamawiają do domu. Na Starym Mieście i przy rynku dochodzi ruch przyjezdnych, bo miasto jest bramą do Beskidu Sądeckiego i jego uzdrowisk. W sezonie przez Sącz przejeżdżają turyści, którzy szukają solidnego posiłku po drodze albo regionalnego akcentu na talerzu.
Region daje kuchni sporo: owoce z sadów wokół Łącka, nabiał i sery z górskich gospodarstw. Karta może być lokalna bez sięgania po drogie importy, a sezonowość wynika tu z samego kalendarza dostaw. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy lokal próbuje jedną kartą obsłużyć i mieszkańca w listopadzie, i turystę w lipcu. Zaczynam od oddzielenia stałego trzonu karty od pozycji sezonowych i od sprawdzenia, ile kuchnia traci na towarze kupionym pod ruch, który nie przyszedł.
Stare Miasto i rynekCentrumGorzkówGołąbkowiceMilleniumBarskieDąbrówkaHelenaZabełczeBiegonice