Brzesko to miasto, w którym gość zna kucharza z widzenia. Mieszkańcy Centrum, Słotwiny czy Okocimia jedzą tam, gdzie było dobrze ostatnim razem, a jedna gorsza wizyta wraca w rozmowach przy stole szybciej niż w opiniach w internecie. Do tego dochodzą kierowcy zjeżdżający z autostrady i ludzie z okolicznych wsi, jak Jadowniki czy Jasień, którzy chcą zjeść szybko i porządnie. To rynek, na którym trzeba być równym codziennie, a nie świetnym od święta.
Z kuchennego punktu widzenia to dobra wiadomość, bo równość da się zbudować. Zaczynam od receptur i gramatur, żeby rosół, schabowy czy danie dnia smakowały tak samo bez względu na to, kto akurat stoi przy kuchni. Potem patrzę na kartę: w mniejszym mieście lepiej sprawdza się krótka lista dań, które zespół robi dobrze, niż długa, z której połowa leży w chłodni. I liczę food cost, bo przy cenach, które przyjmie lokalny gość, marża nie znosi strat.
Centrum i rynekSłotwinaKopalinyBrzezowiecGórkiZielonkaOkocimJadownikiJasieńSzczepanów