Start › Blog › Marketing i social media

Marketing restauracji azjatyckiej i ramen baru

Ramen, pho, pad thai, gość szuka autentyczności i doświadczenia. Zobacz, jak apetycznym wideo i prawdziwą historią przyciągnąć go do Twojego lokalu.

Patryk Guła·szef kuchni, 10 lat w gastronomii·

Parująca miska ramenu z pałeczkami na drewnianym barze

Kuchnia azjatycka: ramen, pho, pad thai, bao, od lat jest na fali. Ale to fala wymagająca: gość szuka nie tylko jedzenia, lecz autentyczności i doświadczenia, prawdziwego smaku, który zna z podróży albo internetu. Dobry marketing restauracji azjatyckiej sprzedaje właśnie to: prawdziwość i przeżycie. Zobacz, jak to zrobić.

„Azjatycka” to nie jest jedna kategoria

Największy problem marketingowy tej niszy zaczyna się od nazwy. Pod hasłem „kuchnia azjatycka” mieszczą się kuchnie tak różne jak japońska, tajska, wietnamska, chińska i koreańska, a gość, który wpisuje to hasło w wyszukiwarkę, często sam nie wie, czego szuka.

Lokal, który próbuje obsłużyć wszystkie naraz, ma w karcie ramen, pad thai, sushi i dania w słodko-kwaśnym sosie, i dla nikogo nie jest pierwszym wyborem. Ktoś, kto ma ochotę na ramen, pójdzie do miejsca, które robi ramen, a nie do takiego, które robi wszystko po trochu.

Dlatego pierwsza decyzja w tej niszy nie jest marketingowa, tylko strategiczna: czym konkretnie jesteś. Ramen bar, bistro wietnamskie, kuchnia tajska. Zawężenie brzmi jak rezygnacja z części rynku, a w praktyce jest jedynym sposobem, żeby stać się dla kogoś wyborem numer jeden. Pomaga w tym poradnik USP i pozycjonowanie.

Danie-bohater zamiast długiej karty

Z tej samej logiki wynika druga rzecz: warto mieć jedno danie, z którego jesteś znany. Nie dlatego, że reszta karty jest gorsza, tylko dlatego, że ludzie zapamiętują lokale przez jedną pozycję, a nie przez menu.

Ramen sprawdza się w tej roli wyjątkowo dobrze, bo jest efektowny wizualnie, wymaga umiejętności, których nie da się podrobić na szybko, i ma wokół siebie gotową opowieść: godziny gotowania bulionu, przygotowanie mięsa, jajko o odpowiedniej konsystencji.

Krótsza karta daje też korzyści operacyjne: mniej strat, mniej pozycji do wyszkolenia, szybsze wydawanie i lepszą powtarzalność. Jak układać kartę pod marżę, opisuje artykuł Inżynieria menu, a poradnik Karta menu, która sprzedaje pokazuje, jak ją zbudować.

Edukacja jest tu częścią sprzedaży

To druga cecha odróżniająca tę niszę od włoskiej czy burgerowej. Gość często nie wie, co zamawia. Nie ma pewności, czy pho to zupa na cały obiad, czy przystawka, jak je się bao, czym różni się ramen shoyu od miso i czy trzeba brać coś dodatkowo.

Niepewność jest największym hamulcem zamówienia, a jednocześnie najłatwiejszym do usunięcia. Rozwiązania są proste: krótkie opisy w karcie napisane po ludzku, zdjęcia przy pozycjach, informacja o wielkości porcji, jedno zdanie o tym, jak się to je.

To samo działa w social mediach i jest w tej niszy najlepiej odbieraną treścią: jak jeść ramen, czym różnią się makarony, co znaczy nazwa dania. Ludzie takie materiały zapisują i wracają do nich, a przy okazji zapamiętują lokal. Pomysły znajdziesz w Banku 100 pomysłów na posty, a zasady pisania opisów w artykule Opisy dań, które sprzedają.

Ostrość i alergeny: pytania, które padają zawsze

W kuchni azjatyckiej dwa pytania wracają przy niemal każdym stoliku: czy to ostre i czy jest w tym orzech albo soja. Kelner odpowiada na nie kilkanaście razy dziennie, a to znaczy, że karta ich nie rozwiązuje.

Skala ostrości przy pozycjach, jasne oznaczenia alergenów i informacja o możliwości modyfikacji dania to nie tylko wygoda gościa, ale też realne przyspieszenie obsługi. W kuchni, w której orzeszki, sos rybny i soja pojawiają się często, dobre oznaczenia bywają też kwestią bezpieczeństwa.

Lunch: ramen i pho są do tego stworzone

To jedna z najbardziej niedocenianych szans w tej niszy. Zupa jest sycąca, wydaje się szybko, ma dobrą marżę i jest gotowa w kilka minut, jeśli bulion stoi. Idealnie pasuje do pory obiadowej.

Wiele lokali azjatyckich pracuje głównie wieczorem, zostawiając południe puste, choć akurat ich produkt nadaje się na lunch lepiej niż niejedna kuchnia europejska. Zestaw lunchowy w konkretnych godzinach, krótsze menu w porze obiadowej i komunikacja skierowana do okolicznych biur potrafią otworzyć drugi utarg w tym samym lokalu.

Jak podejść do tej pory dnia, opisuje poradnik Lunch biznesowy, a pomysły na słabsze godziny zebrane są w Jak zapełnić lokal w słabe dni.

Zdjęcia: zupa jest trudna, para jest kluczem

Ramen i pho wyglądają świetnie na żywo i przeciętnie na zdjęciu, bo z góry zupa to po prostu ciemna miska. Trzeba pokazać to, co z niej wystaje: jajko w przekroju, plaster mięsa, zieleń dymki, makaron podnoszony pałeczkami.

Najmocniej działa ruch i para: unoszenie makaronu, polewanie bulionu, dym nad miską. Krótkie wideo jest tu wyraźnie skuteczniejsze niż zdjęcie, bo zupa bez ruchu wygląda statycznie. Wideo pokazuje też temperaturę, której zdjęcie nie odda.

Techniczne pułapki opisuje poradnik 10 błędów w fotografii dań, a materiałami zajmuje się nasza sesja foto i wideo.

Autentyczność: pokaż, kto stoi za kuchnią

W tej niszy pytanie o prawdziwość pada częściej niż gdzie indziej, bo gość ma świadomość, że wiele lokali serwuje uproszczoną wersję. Odpowiedzią nie są deklaracje, tylko konkret.

Konkretem jest to, kto gotuje i skąd zna tę kuchnię, ile godzin gotuje się bulion, skąd sprowadzacie składniki, których nie da się kupić w hurtowni obok. Jeśli w kuchni stoi ktoś, kto wychował się na tej kuchni, to jest Twój najmocniejszy komunikat i nie powinien być ukryty. Jak zbudować z tego markę, opisuje poradnik Marka gastronomiczna.

Dowóz: nie wszystko znosi drogę

Ramen źle znosi dowóz. Makaron w gorącym bulionie rozmięka w kilkanaście minut i na miejscu klienta jest już czymś innym niż w lokalu.

Rozwiązania są konkretne: bulion pakowany osobno od makaronu, wyraźna instrukcja na opakowaniu, albo świadoma decyzja, że akurat ta pozycja nie jeździ. Lepiej wyłączyć jedno danie z dowozu niż zbierać za nie słabe oceny, które potem widzi każdy kolejny gość. Dania smażone i ryżowe znoszą drogę wyraźnie lepiej i to na nich warto budować menu dowozowe.

O doborze opakowań pisze poradnik Opakowania w gastronomii, a opłacalność dowozu policzysz w kalkulatorze opłacalności dostaw.

Podsumowanie

Kuchnia azjatycka przegrywa najczęściej nie jakością, tylko rozmyciem. Zawęź to, czym jesteś, i zbuduj rozpoznawalność wokół jednego dania, które robisz najlepiej. Usuń niepewność gościa opisami, zdjęciami i skalą ostrości, bo to ona najczęściej blokuje zamówienie. Wykorzystaj lunch, do którego Twój produkt nadaje się lepiej niż większość konkurencji. I nie wysyłaj w drogę dania, które jej nie zniesie.

Jeden ruch na ten tydzień: wybierz jedno danie, z którego chcesz być znany, i przez miesiąc pokazuj wyłącznie je. Rozpoznawalność buduje się powtórzeniem, nie różnorodnością.


Chcesz być pierwszym wyborem na ramen w swoim mieście? Pomożemy zawęzić przekaz, zrobimy materiały i ustawimy widoczność. Umów bezpłatną konsultację.

Czytaj dalej

Co warto zobaczyć dalej

PoradnikWizytówka GoogleWizytówka Google, która ściąga gości z mapPoradnikBank 100 pomysłów100 gotowych pomysłów na postyNarzędzieKalkulator stratyNarzędzieAudyt onlineArtykułMarketing restauracji sushiArtykułReels i TikTok, scenariuszeArtykułPrzewodnik po marketinguUsługaZobacz nasze usługi

Materiały dla naszych klientów

Te kalkulatory i szablony wdrażamy w lokalach, z którymi pracujemy. Pełny dostęp mają nasi klienci.

Chcę dostęp, umów bezpłatną konsultację →
Masz pytanie?

Porozmawiajmy o Twoim lokalu

Chcesz coś z tego wdrożyć u siebie, ale nie wiesz, od czego zacząć? Napisz albo zadzwoń, podpowiemy bez zobowiązań.

Pomożemy wdrożyć

Chcesz, żebyśmy zajęli się tym za Ciebie?

Marketing, foto, social, reklama i obecność online dla Twojego lokalu, kompleksowo.